Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i zaskoczony; powoli wciągnął się w ten proceder nużący nieco i zawiły.
(Jakże gorąco tęsknił za Marysią!)
Próbując różnych sposobów odmiennego zaspokojenia pani Kle (no i siebie) — stanął dnia któregoś za nią; siedziała na niskim taburecie przy pianinie; miała suknię na plecach w półkole wyciętą, luźną, biały wąski obrąb kołnierzyka, reszta lila; i począł ją upieszczać w kark (z pocałunków wiedział o jej tu wrażliwości) w to miejsce, gdzie kończy się fryzura krótkimi włosami; — do różnych już przez nią wzwyczajony ekstrawagancji, dokończył w tym po prawdzie nieprzychylnym i nieporęcznym miejscu sprawę; gorący strumień pociekł wzdłuż stosu pacierzowego ku pośladkom — — pani Kle stężała! — chwila, a zdawało się, że skona, serce przestało bić, dech zastygł — — nagle krzyknęła chrapliwie, dziko, przejmująco — — osunęła się na podłogę; — poraz pierwszy w życiu odczuła rozkosz w takiej sile! — Odtąd musiał przy każdej sposobności powtarzać tę egzercyzję; była nienasycona.
Poza tym czytywali poezje — to jest — on czytał, a ona słuchała chciwie; spragniona; czytał swoje i obce; zwłaszcza Słowackiego i Kasprowicza. — W tym okresie (była już o tym mowa) wiersze swoje Cyprjan opracowywał i szlifował niczem amsterdamski szlifierz diamentów — po dziesięć razy i ze wszystkich stron; błyszczały i były zimne, jemu wydawało się to wtedy szczytem kunsztu pisarskiego. Pani Kle przepisywała je już to na luźnych kartkach do dalszej finezyjnej obróbki i dłóbaczki już to te uznane za „wykończone“ do olbrzymiej