Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mówi:
.....nazywa się, mówi Klementyna na imię i że mąż na Węgrzech, a ona z dwoma córkami w Krakowie, ale radaby te okolice naddniestrzańskie poznać; tyle mówiono, że ładnie; córki? — jedna ma lat ośmnaście, Genia, druga trzynaście, Krysia, — i czy tu niema zbytku wilgoci, bo dokoła takie wody stoją, ona potrzebuje suchego letniska, bo to starsza Genia właśnie ma te, wie pan, gruczoły, pa anginjji —
Niepokojące jest w tym wszystkim to, że bardzo mianowicie ruchliwa pani — czy może nie ruchliwa lecz zmienna — wydała się, gdy weszła słusznego wzrostu, wysoka — a tu, coprawda w tejże chwili mała, niska i — ale to okamgnienie trwało — wcale nie kobieta: indyczka — popielata, z długą szyją, i te oczy krągłe migotliwie błonką zasnute; lecz pierwsze wrażenie jest najwłaściwsze, w każdym razie średniego wzrostu; bardzo ponętna — i jakby zdziwiona, zaskoczona swą kobiecością: — skąd mi się to wzięło? — mam to i to i tamto — nagle zalewa się rumieńcem, takie wszystko jawne i nieprzyzwoite — —
Ale interesa.
Załatwia te sprawy Cyprjan; bo któżby? — nie lubi tego bardzo, doszczętnie go to mierzi; takie rzyganie na pusty żołądek, te interesa; a musi. Mówi:
— jak są deszcze to, mówi, mokro owszem; a to że wody stoją? — to po roztopach wiosennych jeszcze, takie śniegi były zwaliste, z gór to po prostu ścieka, ale jak suche lato, mówi, to sucho —
Bez sensu!