Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


trzyma? — nonsens! — skądże i naco?, karafkę — pustą karafkę — ? —
Puka mocno, chce otworzyć gwałtem drzwi — zamknięte — więc znów puka — głośno — łomocąco —
— kto tam? — wyczłapuje się z pod pantofli zadeptane pytanie —
— to ja, panie Janie — to ja —
— czegóż pan po nocy — ? —
(teraz bardzo zciszenie i tak słabo, choro): — złociutki panie, niech pan otworzy — z sercem tak nie dobrze (na to serce znerwiczone da się to i owo zepchać — więc podpiera wiarę w tym — tam po drugiej stronie matowych drzwi — że potrzebuje pomocy, pomocy — ten — tu po tej stronie matowych drzwi): — bardzo mi nie dobrze, niech pan ratuje —
Pomogło!
Otwierają się drzwi — staje w nich Nawodny; nic nie wiadomo — blady — nie blady, drżący — nie drżący — tyle, i to pewne, że w kalesonach długich, zwężonych u dołu, więc, widać, związanych — no i w koszuli, rozpiętej, ale w koszuli —
Ani chwili do stracenia! to się wie! — i nie dać mu w tym zaskoczeniu krzty wytchnienia ni możności pójścia do głowy po rozum; — więc natrętnie i bezapelacyjnie:
— tu jest karafka — wody — nie mogę dojść do kuchni — to pewnie koniec —
Lewa ręka na sercu — szept rozklekotany — prawa wciska tamtemu bezradną karafkę —
— zaraz — prędko —
Dyszy ciężko, zarwanie, w rozwarte usta chwyta