Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— powiem: zaświadczenia sojuszu, wierzę w sojusz dobrych myśli; to wprost niedowiary ilu sojuszników zyskujemy przez wypowiadanie zdań śmiałych, rzetelnie przemyślanych; myśli które sprowadzają na nas gromy oficjalnych opinii, wracają do nas z milionowym potwierdzeniem —
— czy w panu kochali się mężczyźni — ? — ni stąd ni zowąd zapytał Eilper —
— uchylam to pytanie — zasędziował Maas —
— pan pyta o seksapil pisarski...?
— coś w tym rodzaju, chociaż właściwie...
Maas tuszuje ten incydent:
— przedtem tu, na tym samym łóżku leżał przei kilka miesięcy nadzwyczaj miły człowiek, aktor, jowialne, takie, powiem, marchołtowe chłopisko —
— Marchołt jest jeden: Kaziu Piekarski —
— tamten też, pewnie go pan znał — ? —
— no — ? —
— Komornicki —
— jakże! doskonale go znałem, niejedną noc z nim przebumlowałem, bo nie mogę powiedzieć: przepiłem; on wtedy już nic nie pił prócz wód mineralnych; Józek Kondradt — znacie go — ? — ciągnął za nas wszystkich — to wam to może jeszcze kiedyś opowiem; a Komornicki strasznie zabawnie, wściekle serio, zamawiał ostentacyjnie z tym zachodnim akcentem, takie gardlane „rrr“ —: „ostromycko, ja?! — — grał kiedyś w mojej sztuce, jak grał! to aktor! — — umarł jakieś cztery lata temu —
— no, właśnie tu — na tym łóżku —
(— to samo! — i wciąż — i na każdym miej-