Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kach, spiętrzone wysokimi kondygnacjami — lalki pucułowate, zapatrzone przed siebie — krasne, kolorowo przyodziane; na okrągłej płycie niklowej duża krakowianka obraca się powoli — ze wszystkich stron można ją obejrzyć — ręce ma na boki rozstawione: patrzcie, podziwiajcie! — przed tą czarodziejską wystawą często spotykał Cyprjan dziewczynkę dziesięcio, może jedenasto letnią — o dużych jasnoniebieskich oczach, w których żyły te wszystkie lalki tu zgromadzone — dziewczynka bardzo szczupła, blondynka, z buńczucznym wichrem włosów na czole; pod szyją kołnierzyk spięty broszką: biały orzeł. — Raz przystanął przed wystawą — i ona tam stała, z paczką książek związanych paskiem rzemiennym — ze szkoły widać — z koleżanką stała — i ta koleżanka powiedziała nagle:
— popatrz, popatrz Mila — na tę dużą lalkę — tę baletnicę, widzisz — ? —
— widzę — odrzekła; lecz w panienkach jej źrenic odbijał się szereg otwartych pudełek, w których, jak czerwie w matecznikach kwitły lalki postrojone w ułańskie mundury.
— śliczne — zaszeptała.
— ech, ty Mila, zawsze...
Więc Mila tej dziewczynce.
Szedł wolno — krok za krokiem — myśli stawały się w tym zwolnionym rytmie jasne i wyraziste —: kocha Marysię — ożeni się z nią, zabierze ją z sobą — albo lepiej, sprzeda tę habendkę swoją i do jej wsi pojedzie i będzie im dobrze — będą gospodarzyć; będzie poetą — poetą chłopskim, czy poetą chłopskiego życia; zespoli z pracą słowa, z porami