Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


roku i dolą ludzką zwrotki — — zaraz też nastręczyły się te słowa i zwrotka — — począł układać poemat — — powtarzał poszczególne wiersze, żeby je zapamiętać — — spokojny, miłosny, szczęśliwy poemat — — moje usta łakome twych warg dojrzewają w słońcu żądnych myśli — — —
Stanął u drzwi domu.

Wszedł doktór Eilper i doktór Maas; na wieczorną pogawędkę.
Więc znowu papierosy, ksanti i bonton, kremowe i wonne —:
— że pan nas wnet opuści i zdrów, radujemy się, to jednak zwycięstwo interny — a ci tam (ruch w kierunku kliniki chirurgicznej) to tylko rżnąć, w nóż tylko wierzą —
— dobrzyście byli dla mnie —
— nam tu dobrze było z panem; — leczyć, oczywiście, badać, kształcić się, my sobie to taki nawet sport, żeby bez badania —
— przed badaniem (— poprawia Maas —)
— no tak, przed badaniem — z twarzy, z oczu odgadnąć jaka choroba; — przy pewnej wprawie można —
— przede wszystkim po oczach —
— lecz i myśl jakąś, że tak powiem, ogólną wypowiedzieć się chce lub usłyszeć —
— tu przy panu, to się po prostu klub utworzył, klub spragnionych myślenia i mówienia —
— strasznie to miło słyszeć takie zaświadczenie —
— oświadczyny! powiedz pan, oświadczyny —