Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— tak —
Włodek się zamyślił —:
— szczęście to, że się rodzice przenieśli, byłoby ich dostało, no serwus — sklep spożywczy tam mieli, przegrychy wspaniałe, specjały patelkowe, a szyby to takie, o —
Tadeusz — wciąż jeszcze u drzwi:
— cała rzecz w tym jak się ustosunkowują chłopi — pan tę rzecz zna lepiej —
— lepiej, nielepiej — nikt jej dobrze nie zna;— chłopi! — to nie jest pojęcie jednolite; zasadniczo chłop jest przygnębiony, głodny, wynędzniały, chory — nieufny ale i podatny wszelkiej agitacji — a ta idzie z prawa i z lewa; z prawa: antysemicka; najtańsze i najpodlejsze hasło: bij żyda! — Zlewa: front ludowy stojący na stanowisku klasowym: proletariat. — Przewódcy stronnictwa ludowego — boją się; sami nic nie zrobią — razem z robotnikami — tak! — z masą, oczywiście robotniczą, bo i tu góra jest chwiejna i całkiem wczorajsza; — ale co potem? — potem komuniści, powiadają, wezmą wszystko za łeb — są silniejsi ideowo i taktycznie; — nie zdziwiłbym się wcale, gdybym usłyszał, że przewódcy ludowi marzą o swoistym faszyzmie chłopskim; to byłoby bardzo groźne! —
— a pańskie osobiste zdanie? —
— mam tu kilka osobistych zdań; nie wierzę, widzi pan, aby mogła się jakakolwiek przemiana udać, w sensie przysporzenia równego wszystkim dobra, bez uzwyżenia etycznego, bez podciągnięcia — no i: przymuszenia! — wszystkich do pospólnej uczciwości, pospólnej, zawsze wyższej i obowiązują-