Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czas na nich, mówią. Wnet też wynoszą się wszyscy.
— siadaj Wisiu, dziękuję ci — chwileczkę odpocznę — strasznie dla mnie dobrzy, ale czasem nakotłują do bladości —
Ułożył się wygodnie; przymknął oczy.
Przyniosła sucharki i tytoń; i siebie.
Pomyślał o niej z czułością i wielką przyjaźnią. Dwadzieścia dwa lata! — dwadzieścia jeden małżeństwa! — psiakość —
Poomacku — tak dobrze leżeć z zamkniętymi oczami — wyszukał jej rękę i poniósł do ust; mała, sucha, bardzo kształtna ręka; — ucieszyła się gdy kiedyś tam Osterwa powiedział czy napisał, że taka ta jej ręka ładna; zawsze co Osterwa to Osterwa; gagatek taki zna się. Zrobiło się nagle bardzo cicho w seperatce i całym szpitalu; chorzy teraz o tej godzinie podrzemują; lekarze dopiero koło piątej zaczną swe wieczorne obchody; spokój.
Czy to właściwie nie jedyna, na tym odcinku, prawda życia?, tego życia we dwoje? — a co? pyta się siebie Cyprjan — no: łączność bezwzględna, odpowiada; — może: wzniosłość?, powiesz? — nie! zaś tam; raczej problem negliżu; że niby wielkość żadna; — zwyczajnie: mąż, taki jak inni; tyle, że gorszy; — więc też po tej drugiej stronie nic z zachwytu zazwyczaj tak histerycznego (kobiety!!); — a dalej? — poczucie wygody też; filozofia szlafroka i wydeptanych pantofli; dla pracowitego pisarza wcale ważny problem; — dobra znajomość pór, rozkładu czasu: kiedy praca, kiedy niemożność pracy, bezwład i bezład dręczący — jak zaradzić; i żeby ten rozkład czasu nie był rozkładem trupim — — umierający, gni-