Strona:Zbigniew Uniłowski - Człowiek w oknie.pdf/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


odpuść wszystkie grzechy! — ja sama o mało nie zemglałam któregoś tu ranka, kiedy poszedłam po wodę; — a no kręce sobie korbe, jakby nigdy nic i spuszczam kubeł do studni, a tu, — bodajem pacierza zapomniała — słyszę jak coś trajkoce mi w uszach, wtedy podnoszę łeb do góry i, — święty Inocenty — jakieś czarne ślepio na mnie patrzy, niby wyłazi ze skrzynki, i widać nogi żywego człowieka, a bez głowy, tylko ręką rucha cościk taką korbeczką, — puściłam wiadro pełne wody i dymnęłam do kuchni, takie to życie — Panie święty — a nie dalej jak wczoraj, kiedy pan trzepał odzienie na podwórku, przyszło tu dwóch takich drygantów w długich portkach i dalejżego prosić mnie, że to niby dla jakiejś tam sztuki filmowej, że niby nic mi sie nie stanie, że sobie tylko trochę pochodzę, tak gadali i pakowali mi w łape pieniądze, — nareszcie dałam się skusić, bo jeden z nich mrygał na mnie i wziął mnie za rękę, — tak to i sobie pokręcili trochę na mnie i dali jeszcze 10 złotych — takie to życie — ach — i teraz te facety — słyszałam jak mówili, że szukają — jakichścik tam typów, czort wie co to znaczy i czy czego złego na człowieka nie naprowadzą, o! — bodajby was pierony, — tu Kleopatja wyjrzała przez okno, — djabli nadali z prosiętami, ryją i ryją, nie dają urosnąć niczemu, — to mówiąc wybiegła do ogródka.
Gdy wróciła zadyszana, staruszek Amilkar powiedział drżącym głosem: — to, to... to... to, oni —