Strona:Zbigniew Uniłowski - Żyto w dżungli.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przyniósł sobie garnuszek i w posępnej zadumie czerpał z wiaderka i pił. Chłopi także przynieśli naczynia i popijali. Spróbowałem i ja. Było to mdłe, ciepłe i słodkawe paskudztwo. Poplułem trochę i poszedłem wgórę, wzdłuż równiutko wykopanego rowu z wodą. W pewnem miejscu przysiadłem, zdjąłem buty i zanurzyłem nogi w chłodnej wodzie. Zapaliłem sobie i rozglądałem się wokół. Na świecie zapanowała tak zwana odwieczerz, słońce już kierowało się do zejśca z widnokręgu i kojącą ciszę przerywało wstrętne skrzypienie kieratu. Jaka ona tam jest, ale wszędzie widzało się czystą przyrodę, natomiast ilekroć spojrzałem wdół, na te ociężale poruszające się bydlęta, przejmowało mnie obrzydzenie. Nagle zdrętwiałem i przez głowę przemknęła mi myśl: Oho, jestem gotów! — Obie nogi okręciło coś śliskie i zimne. Och, Boże drogi, Boże! Wciągnąłem je na powierzchnię i nic! Gołe, zwyczajne męskie nogi, białe i niewinne. Przytknąłem nos do samej wody i zapuściłem badawczy wzrok. Nieco czarniawe dno, bez niczego. Podumałem trochę, że pewnie nerwy, że mi się wydawało, i wciągnąłem buty. Niechętnie zeszedłem nadół, ktoś mi wetknął w rękę kuję z szimaronem, wypiłem, zjadłem trochę wiadomej strawy, poczem wlazłem do stodoły, okręciłem się kapą i ległem na kupie kukurydzy. Patrzyłem na ludzi przy ognisku, omawiali swe plany co do Londriny; wół przeraźliwie zaryczał, — przejmująco, przeciągle i tęsknie, jakby skarżąc się na swe bezpłciowe życie. Było już ciemno i zwierzęta powinny być zwolnione z jarzma; ta pracowitość obu kabokli niepokoiła swą niezwykłością w tym kraju. Przysłuchując się tym wieczornym odgłosom, rozmyślałem sobie, jak to w tej nieznanej Londrinie odbiję sobie z nadwyżką wszystkie niewygody tej podróży. Posunąłem się jeszcze dalej. Jak się zachowam po powrocie do kraju? Obojętnie usiądę w kawiarni między kolegami i na pytania w rodzaju: „Jak tam było?“ — odpowiem obojętnie: — „Świetnie czyszczą buty, w miastach... siadasz na wysokim fotelu, mały murzynek klęka