Strona:Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego.djvu/0249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
249


Jezu miły, nie lękaj się,
Wstań, nie klęcz, upamiętaj się;
Masz niedaleko Judasza,
Ciągnie ż ludem od Annasza.

Wiedzie na Cię lud tłumami
Z kijmi, z mieczmi, z pochodniami;
We zbroje się ubierali,
Przełożeni im kazali.

W tém przystąpił Judasz cudnie,
Pozdrowił Pana obłudnie,
Potém Go zdradnie całował,
Pan się schylił, twarz mu podał.

Gdy się miał z żydy rozprawiać,
Począł z nimi wprzód rozmawiać;
Pytał ich: Kogo szukacie?
Jeźli mnie, oto mnie macie.

Prędko kniemu przyskoczyli,
0 ziemię Go uderzyli;
Z głowy, z brody włosy rwali,
Opak Mu ręce związali.

Związawszy Go tak okrutnie,
Wiedli Go do miasta chutnie;
Pchnęli Go w rzekę Cedrową,
Unurzyli Go i z głową.

Sami zdrajcy szli po moście,
Pana wiedli w rzekę proście;
Powalił się, upadł w wodę,
Zbił Sobie o kamień brodę.

Annasz Go srogo przywitał:
Gdzie masz ucznie? tak Go pytał;
Nie małoś tu złego zbroił,
Fałszywąś nauką zwodził.

Pan pokornie odpowiedział:
Panie Annaszu, byś wiedział,
Zawsze ja jawnie w kościele
Powiadałem prawdę śmiele.

Wyciągnąwszy żyd prawicę,
A miał zbrojną rękawicę,
Wyciął Mu srogi policzek,
Pan nasz zemdlał, upadł wszystek.

Azaż tak odpowiadają
Paniętom, gdy cię pytają?
Czemuż nie masz w uczciwości
Biskupa, jego miłości?

Więc na przemian wszyscy słudzy,
Jedni z tyłu, z przodu drudzy,
Włosy Mu z brody targali,
Na Jego świętą twarz plwali.

Gdy Mu oczy zawiązali,
Prorokować Mu kazali,
Godząc Mu pięścią do szyje,
Gadaj, Jezu, kto cię bije?

Posiedział Annasz w noc chwilę,
A miał czystą krotochwilę,
Patrząc na więźnia swojego,
Na Zbawiciela naszego.

Annasz wiedzion do łóżnice,
Pan nasz wepchnion do piwnice;
Jaki tam był nocleg Jego,
Kościół nie śmie zjawić tego.

W piątek wywiedzion z piwnice,
Jakoby łotr z męczennice,
Prowadzon do Kaifasza
Od okrutnego Annasza.

Widział tam Pan miłościwy,
Iż biskup niesprawiedliwy
Fałszywe nań świadki zwodził,
Bo Go na śmierć wydać godził.

Gdy Kaifasz z swemi świadki
Pletli nań wszystkie niestatki,
Stała prawda niestrwożona,
Przed biskupem spotwarzona.

Piłatowi Go posłali,
Osądzić mu Go kazali,
Wdziali Mu łańcuch na ramię,
Ten był śmierci Jego znamię.

Wszak wiemy, panie Piłacie,
Że ten łańcuch dobrze znacie;
Każdy więzień, co go nosi,
Od śmierci się nie wyprosi.