Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


By się Szarac nie dostał Turkowi,
By się nad nim nie znęcali Turcy
Do noszenia zmuszając go wody.
I wziął Marko zabitego Szarca,
I pochował Szarca zwłok godziwie, —
Lepiej konia niż brata Andrzeja. —
Potem w czworo złamał szablę ostrą,
By się szabla nie dostała Turkom,
By się szablą nie chełpili Turcy,
A chrześcianin nie przeklinał Marka.
Gdy złamaną była szabla ostra,
Skruszył Marko oszczep swój w siedmioro,
A kawały rzucił w gąszcz jodłową. —
Toż maczugę jąwszy w dłoń żylastą,
Krąg nad głową nią zatoczył wartki,
I wypuścił tak, że poleciała
Po nad lasy, po nad szczyt Urwiny,
I zapadła w morze — hen! — w dalekie.
I zawołał głosem wielkim Marko:
— „Aż gdy z morza wstanie ta maczuga,
Wtedy junak równy mi powstanie!“


Tak zniszczywszy broń swoją rycerską,
Dobył Marko z pasa divit złoty,
A z zanadrza listków białych kilka.
I jął pisać do tych, co go znajdą:
— „Ktobykolwiek idąc tędy drogą,
Przy krynicy pomiędzy jodłami
Spostrzegł tutaj Marka bohatera,