Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— „Pobratymie! królewicu Marku!
Wiesz-li bracie czem’ twój koń utyka?
Szarac płacze ciebie, swego pana,
Bo niebawem rozstać wam się przyjdzie“.
Na to Marko klnąc odpowie Wili:
— „Biała Wilo, bodaj cię zdławiło!
Jakbym ja się miał rozestać z Szarcem?
Przebieżeliśmy sioła i grody
Hen! od wschodu do zachodu słońca:
A nie było konia nad Siwosza,
Ni nademnie nigdzie bohatera.
Ho! nie myślę rozstawać się z Szarcem,
Póki głowy mojej na ramionach“.
 
Na to biała mu odpowie Wila;
— „Pobratymie Marku królewicu!
Tobie nikt nie wydrze twego Szarca,
Ni ty możesz znaleźć śmierć mój bracie
Z rąk junaka, ni od szabli ostrej,
Ni bojowej kopji, ni maczugi;
Więc też śmiercią zaśniesz ty spokojną,
Tak rozkazał Bóg — stary krwiożerca!
— Jednak, jeśli dać mi nie chcesz wiary,
To jak staniesz na góry wierzchołku,
Potocz okiem na prawo i lewo,
Wtedy dwie wysmukłe ujrzysz jodły
Co przerosły drzew sąsiednich szczyty,
I żywiczny zapach szlą do koła;
Między niemi bije struga czysta,
Tam zatrzymaj Siwka twego Marku,