Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ty nie przeczuwasz że pod śmiechem
W mękach się serce moje kruszy,
I piekło wre, co swym oddechem
Białość twej może skazić duszy.


Ty nie wiesz ilem zużył męztwa
Twe czoło przed niem chroniąc jasne,
I żem za cenę mu zwycięztwa
Na pastwę rzucił serce własne!

∗             ∗

Nie! Nigdy, nigdy Ci nie powiem
Mych mąk, — i ta, co się wyrywa
Ze serca łza — niechaj ołowiem
Na serca dno znów wrzącym spływa!
 
Nim bym mą straszną tajemnicą
Miał czoło Twe zamroczyć dumne,
I uszkarłatnić twoje lico
Rumieńcem wstydu, — raczej w trumnę!

 
Spokoju twego nie zamęci
Mój jęk; i w późne nawet lata,
Kiedy mnie ujrzysz w swej pamięci,
Powitasz zawsze mnie — jak brata.