Strona:Z pamiętnika korepetytora.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


go dziwne zamyślenie i senność, a ruchy jego zrobiły się, jakby bezwiedne. Stał się niezwykle cichy, spokojny i mechanicznie posłuszny. Gdym mu mówił, że czas na przechadzkę, nie upierał się jak dawniej; brał czapkę i szedł za mną w milczeniu. Byłbym prawie kontent z tej zmiany, gdybym nie widział, że pod nią kryła się wyegzaltowana rezygnacja i ostateczne zwątpienie. Siadywał przy lekcjach, odrabiał zadania jak i dawniej, ale więcej już z przyzwyczajenia. Widziałem doskonale, że, powtarzając mechanicznie konjugacje, myślał o czem innem, albo raczej nie myślał o niczem. Raz, gdym się go spytał, czy już skończył wszystko, odpowiedział mi jakby sennie: «Ja myślę, panie, że się to na nic nie zdało». Bałem się przy nim wspomnieć nawet o matce, by nie przepełniać tego kielicha goryczy, z którego piły jego dziecinne usta.
Ale drżałem o jego zdrowie, bo mizerniał ciągle i w końcu stał się prawie przeźroczysty. Siatka delikatnych żyłek, która dawniej ukzywała mu się na skroniach, gdy się śmiał lub bardzo ożywił, stała się teraz widoczną zawsze. Przytem, dziwna rzecz! Wypiękniał tak, że zrobił się prawie podobny do jakiegoś obrazu. Żal było patrzeć na tę główkę dziecinną, na pół anielską, która sprawiała wrażenie więdnącego kwiatu. Nie mógł już udźwignąć wszystkich książek w tornistrze, więc wkładałem mu tylko niektóre, a resztę sam nosiłem, bom teraz codziennie prowadził go i odprowadzał ze szkoły. Na wszelkie kwaśne uwagi jużem nie zważał. Święta nareszcie nadeszły. Konie z Zalesin czekały od dwóch dni, a list pani Marji, który przyszedł wraz z niemi, zapowiadał, że nas tam czekają z niecierpliwością. «Słyszałam, że ci Michasiu ciężko idzie — kończyła pani Marja, nie spodziewam się już celujących, chciałabym tylko, by nauczyciele twoi myśleli tak, jak ja, iż uczyniłeś wszystko, co było w twej mocy, i że dobrem sprawowaniem starałeś się wynagrodzić niedostateczne postępy». Ale nauczyciele myśleli wcale co innego, jak również mieli odrębne pojęcie o sprawowaniu się dzieci,