Strona:Złote Gody.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   24   —
Wacio
(zdumiony patrzy na ładnie ubraną dziewczynkę).

Co to? czegoś przyszła? kto ci kazał?

Karolek.

To dar twój dla babki... dar twego szlachetnego serca! Zaprowadzę ją, jako dowód twego wielkiego serca... Nie zawstydzi cię dar taki...

Wacio (rzuca mu się na szyję).

Jakiś ty dobry, jakiś dobry! Ale ty mów za mnie! Przecież mówić o tem, co nazywasz u mnie cnotą, sam nie mogę...

Karolek (bierze ich dwoje pod ręce).

Chodźmy, ucieszmy babcię!..

KONIEC.