Strona:Wywczasy młynowskie.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.



Autorowi „Wysadzonego z siodła.“

Oj Rogieluk, Rogieluk, jakiby z ciebie kóń setny mógł być, żebyś ty, marcho, jeno krzyneczkę posłuchania miał w sobie!

(Wydobywa z zanadrza butelkę gorzałki, pije, a potem spluwa na bok).

Rogieluk — eee! Cegój ty tak kopytem walisz w podłogę? Pod ziemią się chcesz zaryć — hę?
Musi cni mu się, czy co takiego. Burcy w nim gorącość ze krwi, robi, i bez to mu stanie nie lubuje. Zwyczajnie, nie żaden prosty kóń. Jabym jego wyrychtował na frontowego kónia, aż miło. Oho, przebierałby nóżkami, minowałby główką — kieb warsiawska panna! Ale czy ja tu teraz w stajni co znaczę? Czy tu kto uzna jaki mój porządek? „Stary pijus!“ — powiadają i kwita.
Inaksza moda nastała: Sprowadzili se miastowego stangreta; na gwałt im się zachciało