Przejdź do zawartości

Strona:Wycieczka.djvu/058

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Zawsze ciebie widziałem w cieniach mej przeszłości
I twojego początku dociekam daremnie.
Nie wiem, czy jesteś synem nocy czy światłości —
Jedno tylko wiem, cieniu: — żeś zrodzony ze mnie.
 
Było to w czasach, których nie objąć wspomnieniem —
Bo pamięć ma nie sięga nawet do kołyski —
W czasach, co dawno zmierzchły i dni swych przebłyski
W cień rzuciły... i stały się wraz z tobą — cieniem.

I jeno żyje we mnie ta myśl podświadoma,
Która niejasne słowa fantazji mej szepce —
Żem już wtedy cię chwytał drobnemi rękoma,
Gdym z tobą, jak brat bliźni, wraz leżał w kolebce.

Nie chwyciłem cię ręką, lecz chwyciłem wzrokiem —
Byłeś pierwszem wrażeniem, jakiegom ja doznał.
Oszołomiony zjawisk nieznanych natłokiem
Dzięki tobie-m kształt pierwszy, pierwszy ruch rozpoznał.

I może-ś tak znienacka włóczył się wokoło,
I pozorami rzeczy różnych mnie omamiał,
Że nieraz cień przestrachu kładł się na me czoło,
I żem cień odtąd często z lękiem utożsamiał.