Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nic temu złego niebo nie wywróży,
Kto szczerze panu i ojczyznie służy.

Zdawna-to było ślepe omamienie
Nie upatrywać w sobie żadnéj winy.
Szuka zasłony pochlebne sumienie,
Potępia skutki, ukrywa sprężyny,
A kiedy wątku wymówek nie stanie,
Samo źle czyni, a czasowi łaje.

Bez hartu cnoty, bez zgody wigoru
Stoi cień próżny pospolitéj rzesze.
Cóż za dziw, że ją, jak dąb martwy w boru,
Lada powiewem wiatr z gałęzi krzesze?
Niechaj złość winy na lata nie kładnie:
Rok nie wydziwia, ni zdziera, ni kradnie.

Że dola nasza mylnym idzie szykiem,
W sobie niechybną przyczynę niesiemy.
Poczciwość szczęścia pewnym prognostykiem.
Płaczem na losy, bo takie miéć chcemy.
Niebo się dla nas i ziemia odmieni,
Niech się człek tylko lepszym być nie leni.

Gdy Mars niezgody zgładzi nieużyty,
Wenus się w zbytnich zapałach postrzeże,
Jowisz miéć będzie wierne satellity,
Merkury cudze porzuci łupieże,
Zimne Saturny świecić nam nie będą;
Nowy rok z lepszą zacznie się kolędą.
1775, XI, 29 — 32.




XII. Hymn do przyjaźni.




Szacowny darze łaskawych bogów,
Słodki uroku śmiertelnych,
Święta przyjaźni! zstąp z górnych progów,
Użycz twych promieni dzielnych.