Strona:Współczesni poeci polscy.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


przystały „nawet dzikie zgrzyty, jakie niestrojna stal wygryza w szkliwie“, ale nie liczył się z wrażliwością czytelnika, mającego tych zgrzytów za dużo i tęskniącego za pięknem i harmonią.
W zbiorku „Z ponad mogił“ (1870) przedrukował Felicyan Termopile i Pod Kannami, oraz kilka innych pomniejszych pieśni historycznych, w których okazał wielką wirtuozyę w przejmowaniu się nastrojem biblijnym (Żale Jeffithy), religijno-mistycznym (Jako Julian Zaprzaniec zabit od Pana, Król śmiały, Wiano królewny), uroczysto-elegijnym (Duma o Samuelu Koreckim — w stylu Niemcewicza), wreszcie żartobliwo-satyrycznym, najmniej udatnym (Psie pole, Jako król Henricus jeszcze chyżej bieżał precz z Polski, niźli do niej był jachał, Jako król Sobek, przegrawszy doma, wygrał pod Wiedniem). Archaizmy językowe i pojęciowe, jakie w tych ostatnich utworach znajdujemy, niezawsze estetycznie oddziaływają na nas, a niektóre, mianowicie te, jakimi poeta kończy swe opowiadanie o Psiem polu, muszą przejąć niemiłem uczuciem największego nawet wielbiciela swojszczyzny, jeżeli ma przytem ogólno-ludzkie sympatye. Oczywiście Felicyan, jako człowiek, nie może na seryo wyznawać zdania, iż Niemiec jak czart wcielony jest psu tylko bratem, ale podstawiając się w roli piewcy czasów zamierzch-