Strona:Współczesni poeci polscy.djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ile Nimf było, wszystkie są w rozpaczy,
W łzach mokrych, brudnej żałobie;
Bo Narcyz żadnej kochać z nich nie raczy,
Tylko się kocha sam w sobie.

I jak się począł miłować zajadle,
Tak aż zdarzeniem dość rzadkiem,
Razu jednego spostrzegł się w zwierciadle,
Nie już człowiekiem, lecz kwiatkiem.

Chłopiec ten więcej głupcem był niż głazem;
Ja-bo, w podobnej potrzebie,
Mógłbym się kochać w wszystkich nimfach razem,
A zawsze kochałbym siebie...

Ta skłonność do trawestacyi nie zmniejszyła się z ubiegiem lat, lecz wzmogła i, jak zobaczymy, rozciągnęła się po za Grecyę, objęła wszystkie kraje, nie wyłączając własnego.
Z czasem uczuciowość bezpośrednia, serdeczna, która się w Kwiatach i kolcach odzywała takiemi np. pieśniami jak Rozmaryn, lub jak Zwycięzca hipodromu przygasała powoli, ustępując miejsca uczuciowości, przeprowadzonej przez filtr refleksyi, a nawet wprost — refleksyi samej. Nawet taki temat jak Termopile nie zdołał rozgrzać i porwać nie powiem duszy, ale słowa i pióra poety. W rozważnej, chłodnej, choć tu i owdzie malowniczej i artystycznie obrobionej, czasami znów niejasnej, zawiłej opowieści o bohaterstwie trzystu Spartan nie ma ani jednego