Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się kręciło. "Ach, Hebanie, mój drogi Hebanie, gdzieżeś jest? czemu nie jesteś świadkiem wszystkich tych cudów? w jaki sposób cię straciłem? Piękna księżniczko Kaszmiru, kiedyż ujrzę twoje wdzięki?
Zapuszcza się ze służbą, słoniem, wielbłądami, w skalisty kurytarz; przebywszy go, znalazł się na łące usianej kwiatami, okolonej strumieniem: na kraju łąki widniały cieniste aleje ciągnące się w dal; na końcu tych alei, rzeka, wzdłuż której wznoszą się setki ślicznych domków wśród rozkosznych ogrodów. Rustan słyszy wszędzie dźwięki głosów, instrumentów; widzi pląsy, spieszy aby przebyć most rzucony przez rzekę, pyta pierwszego spotkanego człowieka co to za kraj.
Zagadnięty odpowiada: Jesteś w krainie Kaszmiru; widzisz oto mieszkańców oddanych weselu i uciechom. Obchodzimy zaślubiny naszej pięknej księżniczki; wychodzi za pana Barbabu, któremu ojciec ją przyrzekł. Niech Bóg darzy ich wiecznotrwałem szczęściem!“ Na te słowa, Rustan padł zemdlony; szlachcic kaszmirski myślał że cierpi na wielką chorobę; kazał go zanieść do swego domu, gdzie Rustan długo leżał bez zmysłów. Posłano po dwóch najbieglejszych lekarzy: zmacali puls chorego, który, odzyskawszy nieco przytomności, szlochał, przewracał oczyma i wołał co chwilę: „Topazie! Topazie! jakżeś miał słuszność!“
Jeden z lekarzy rzekł do kaszmirskiego szlachcica: „Poznaję z akcentu, że ten młodzieniec jest z Kandahar; klimat tego kraju nie służy mu, trzeba