Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/294

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

rzy dostało biegunki, opchawszy się zepsutemi winogronami, a historycy opowiedzieli, że cała armia chora biła się z gołym zadkiem, i że, aby go nie pokazać paniczom francuskim, zbili ich na kwaśne jabłko, wedle wyrażenia jezuity Daniela.

I oto jak zazwyczaj historyę się pisze.[1]

„Podobnie, Francuzi powtórzyli wszyscy, jedni za drugimi, że nasz wielki Edward III kazał sobie wydać sześciu mieszczan z Calais, z postronkiem na szyi, aby ich powiesić za to iż się ośmielili dzielnie bronić w czasie oblężenia, i że żona jego uzyskała wreszcie łaskę dla nich swojemi łzami. Ci bajarze nie wiedzą, że to był zwyczaj owych barbarzyńskich czasów, iż mieszkańcy twierdzy stawali przed swoim zwycięscą z postronkiem na szyi, jeśli go zatrzymali zbyt długo przy swojej forteczce. Ale z pewnością szlachetny Edward nie miał żadnej ochoty wieszać tych sześciu zakładników, których opsypał darami i zaszczytami. Mam już po uszy tych bredni, którymi tylu rzekomych historyków szpikowało swoje kroniki, i tych wszystkich bitew, które tak licho opisali. Wolę już wierzyć, że Gedeon odniósł walne zwycięstwo przy pomocy trzystu garnków. Czytuję już tylko, Bogu dzięki, historyę naturalną, byleby jakiś Burnet, i Wiston i Woodward nie nudzili mnie swymi przeklętymi systemami; byle jakiś Maillet nie opowiadał mi że morze irlandzkie wydało góry kaukaskie i że nasz glob jest ze szkła; byleby mi nie przedstawiano wodorostów morskich jako żarłocznych zwierząt, i korali jako owadów; byle szarlatani nie podawali mi

  1. Wiersz Woltera (Charlot, I, 7), cytowany już w innej powiastce.