Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

204

i nie popełnić żadnej broszury przeciw nowym sztukom. Nazywano go panem Andrzejem; było to jego chrzestne imię. Ci, co go znali, oddają sprawiedliwość jego skromności i przymiotom, tak nabytym jak wrodzonym. Zbudował wygodny dom w swojej czteromorgowej posiadłości. Syn jego pójdzie niebawem do szkoły; ale ojciec chce go oddać do kolegium Harcourt, a nie Mazarin, z przyczyny profesora Cogé, który pisze paszkwile, profesor zaś kolegium nie powinien pisać paszkwilów.
Pani Andrzejowa obdarzyła też męża ładną córką, którą ma zamiar wydać za radcę najwyższego trybunału podatkowego, byle dygnitarz ów nie miał choroby, którą zacny chirurg pragnie wytępić w chrześcijańskiej Europie.


XII. Wielki spór.

W czasie pobytu p. Andrzeja w Paryżu, toczył się tam doniosły spór[1]. Chodziło o to, czy Marek Antonin był zacnym człowiekiem, i czy jest w piekle, czy w czyśćcu, czy też w otchłani, w oczekiwaniu zmartwychwstania. Wszyscy zacni ludzie wzięli stronę Marka Antonina. Powiadali: „Antonin był zawsze sprawiedliwy, wstrzemięźliwy, czystego życia, dobroczynny. Prawda, że nie ma w Raju równie pięknego miejsca jak św. Antoni, trzebaż bowiem proporcyi (jak to widzieliśmy właśnie); ale to pewna, że dusza cesarza Antonina nie jest na rożnie w piekle. Jeżeli jest w czyśćcu, trzeba ją stamtąd wydobyć; chodzi tylko

  1. W przedmiocie Belizaryusza, powieści Marmontela, gdzie znajduje się zdanie, iż pogan przestrzegających wiernie zaturalnego prawa Bóg dopuści do nieba. Uznano to twierdzenie za straszne bluźnierstwo; po gwałtownych dysputach, teologiczny Fakultet paryski potępił tę książkę.