Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

124

WOLTER

iż czuje się znużona i że chce się położyć; wprzód jednak uspokoiła całe towarzystwo miłemi i uprzejmemi słowy, kochanka zaś objęła spojrzeniem, które zażegło płomień w jego sercu,
Wieczerza, pozbawiona jej obecności, była zrazu smutna; ale był to szlachetny smutek, stanowiący źródło owych serdecznych i owocnych rozmów, o ileż wyższych od wesołości za którą ludzie gonią, a która zwykle jest jedynie dokuczliwym hałasem.
Gordon skreślił w krótkich słowach dzieje jansenizmu i molinizmu, prześladowań praktykowanych przez jedno stronnictwo na drugiem, oraz zaciekłości obydwu. Prostaczek ganił te swary i ubolewał nad ludźmi, którzy nie zadowalając się tyloma starciami płynącemi ze sprzeczności interesów, tworzą sobie nowe niedole dla celów urojonych i dla niezrozumiałych niedorzeczności. Jeden opowiadał, drugi wydawał sąd; obecni słuchali ze wzruszeniem i otwierali oczy dla nowego światła. Rozmowa zeszła na długość naszych niedoli a krótkie trwanie życia. Ktoś podniósł, iż każdy zawód posiada jakieś przywary i niebezpieczeństwa, i że, od księcia aż do ostatniego żebraka, wszystko skarży się na los. W jaki sposób bierze się tylu ludzi, którzy, za nędzną zapłatę, stają się prześladowcami, zausznikami, katami innych ludzi? Z jakąż nieludzką obojętnością człowiek będący przy władzy podpisuje dekret niszczący rodzinę a z jaką bardziej jeszcze barbarzyńską radością płatni siepacze wykonują go!