Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kakambo; ale zostały nam jeszcze dwa barany, z większą mnogością skarbów niż ich kiedykolwiek zdoła posiąść król Hiszpański; a oto widzę w oddali miasto, o którem przypuszczam, że to jest Surinam, własność Holendrów. Jesteśmy u kresu niedoli i u początku naszego szczęścia.“
Zbliżając się do miasta, ujrzeli murzyna rozciągniętego na ziemi i odzianego jedynie w gatki z niebieskiego płótna; nieborak pozbawiony był lewej nogi i prawej ręki. „Och, mój Boże! rzekł Kandyd po holendersku, cóż ty tu robisz, przyjacielu, w tym straszliwym stanie? — Czekam na mego pana, p. Vanderdendur, słynnego przedsiębiorcę. — Czy to p. Vanderdendur, rzekł Kandyd, obszedł się z tobą w ten sposób? — Tak, panie, odparł murzyn, taki zwyczaj. Dają nam, za całe odzienie, gatki płócienne dwa razy do roku. Kiedy pracujemy w cukrowniach i tryby chwycą nam palec, ucinają nam rękę: kiedy próbujemy uciekać, ucinają nogę: mnie zdarzyło się jedno i drugie. Oto cena, za którą jadacie cukier w Europie. Wszelako, kiedy matka sprzedawała mnie za dziesięć patagońskich talarów na wybrzeżu Gwinei, mówiła mi: „Moje drogie dziecko, błogosław naszych fetyszów, oddawaj im zawsze cześć, a ześlą ci szczęśliwy żywot; masz zaszczyt być niewolnikiem białych panów, i w ten sposób zapewniasz dostatek rodzicom“. Nie wiem czy oni zaznali szczęścia, ale to pewna że ja nie. Psy, małpy, papugi są z pewnością tysiąc razy mniej nieszczęśliwe od nas. Fetysze holenderscy, którzy mnie nawrócili, prawią mi co niedzielę, że wszyscy