Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wszędzie widzę różnice, ale wszędzie także proporcye. Wasz glob jest mały, mieszkańcy również, macie niewiele wrażeń; materya wasza ma niewiele właściwości; wszystko to Opatrzność pięknie obmyśliła. Jakiego koloru jest wasze słońce, kiedy mu się dobrze przyjrzeć? — Białego, o tonie silnie żółtawym, odparł mieszkaniec Saturna; kiedy zaś rozszczepimy jeden z jego promieni, znajdujemy iż zawiera siedm barw. — Nasze słońce wpada w ton czerwony, odparł Syryjczyk; posiadamy zaś trzydzieści dziewięć pierwotnych kolorów. Niemasz ani jednego słońca pomiędzy temi do których się zbliżyłem, któreby było podobne drugiemu, tak jak niema ani jednej twarzy, iżby nie była różna od wszystkich innych“.
Po kilku wywiadach tej natury, mieszkaniec Syryusza spytał, ile zasadniczo różnych substancyj liczy się na Saturnie. Dowiedział się, iż jest ich ledwie jakieś trzydzieści: jak Bóg, przestrzeń, materya, istoty wymierne które czują i myślą, istoty myślące bez wymiaru, istoty przenikalne, nieprzenikalne i inne. Syryjczyk, w którego kraju liczy się ich trzysta, i który, w podróżach swoich, odkrył jeszcze trzy tysiące innych, zdumiał nadzwyczajnie filozofa z Saturna. Wreszcie, skoro sobie udzielili nawzajem niewielu rzeczy które wiedzieli, i wielu których nie wiedzieli, skoro nadysputowali się przez przeciąg jednego obrotu słonecznego, postanowili odbyć wspólnie małą podróż filozoficzną.