Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dama zawiodła Babuka do siebie. Mąż, który przybył z obozu pogrążony w boleści, powitał żonę z wybuchami wdzięczności i wesela: ściskał kolejno żonę, kochankę, młodego maga i Babuka. Zgoda, wesołość, dowcip i wdzięk były duszą wieczerzy. „Dowiedz się pan, rzekła piękna gospodyni domu, że osoby, które świat nazywa niekiedy niegodnemi kobietami, mają prawie zawsze zalety bardzo godnego człowieka; aby zaś przekonać się o tem, pójdź jutro ze mną na obiad do pięknej Teony[1]. Stare westalki szarpią ją tu i ówdzie; ale to pewna, iż robi więcej dobrego, niż one wszystkie razem. Nie popełniłaby najlżejszej niesprawiedliwości, bodaj dla największej korzyści; kochankowi swemu daje najszlachetniejsze rady; zajęta jest jedynie jego chlubą. Zarumieniłby się wobec niej, gdyby pominął jakąś sposobność uczynienia czegoś dobrego; nic bowiem skuteczniej nie zagrzewa do cnotliwych czynów, jak kiedy, za sędziego i świadka postępowania, ktoś ma kochankę, której pragnie pozyskać szacunek“.
Babuk nie omieszkał stawić się na wezwanie. Ujrzał dom, w którym władały wszystkie rozkosze. Teona królowała nad niemi; do każdego umiała przemówić jego własnym językiem. Wrodzony jej dowcip tchnął miłą swobodę w dowcip drugich; czarowała niemal bez wiedzy i chęci; była równie urocza jak dobroczynna; wreszcie, co pomnażało cenę wszystkich przymiotów, była piękna.

Babuk, mimo iż Scyta i ambasador anioła, spostrzegł się, iż, gdyby dłużej pozostał w Persepolis,

  1. Wolter kreśli tu pochwałę margrabiny de Pompadour; utwór ten pisany był w epoce, gdy Wolter, za wpływem margrabiny, pojednał się z dworem, i zażywał wszystkich przywilejów łaski monarszej.