Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mu za przewodnika. Babuk zakupił co mu wpadło w oko; obsłużono go wielce uprzejmie, licząc towar o wiele wyżej wartości. Skoro znaleźli się w domu, przyjaciel zwrócił mu uwagę jak bardzo go oszukano. Babuk zapisał na swoich tabliczkach imię kupca, aby go zalecić Iturielowi w dzień pokarania miasta. Podczas gdy pisał, ktoś zapukał do drzwi; byłto tenże sam kupiec; odnosił sakiewkę, którą Babuk zapomniał na ladzie sklepowej. „Jak to możliwe, wykrzyknął Babuk, by człowiek, który oto okazuje się tak szlachetnym i rzetelnym, nie miał wprzódy wstydu sprzedać mi tych fatałachów cztery razy wyżej wartości? — Niema w tem mieście ani jednego wybitniejszego kupca, odpad pryncypał, któryby tak samo nie odniósł panu zgubionej sakiewki. Ale oszukano pana, mówiąc ze sprzedałem ci towar cztery razy powyżej wartości: sprzedałem dziesięć razy drożej. Jestto tak dalece prawdą, iż gdybyś, za miesiąc, zechciał go odprzedać, nie otrzymałbyś ani dziesiątej części ceny. I to jest zupełnie słuszne; wszakci to przelotne upodobanie publiczności stanowi cenę tych błahostek; kapryś ten wyżywia stu robotników których zatrudniam; on-to daje mi piękny dom, wygodny pojazd, konie; on podsyca przemysł, utrzymuje smak, krążenie dóbr i dostatek. Sprzedaję sąsiednim narodom też same drobnostki jeszcze drożej niż tobie, i przez to jestem użytecznym państwu“.
Babuk, podumawszy nieco, wymazał imię kupca ze swych tabliczek. „Ostatecznie bowiem, pomyślał,