Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Skoro nadszedł ów pamiętny dzień, król ukazał się na tronie, otoczony dostojnikami, magami i posłami wszelkich narodów. Wszystko cisnęło się na te igrzyska, gdzie chwałę zdobawało się nie chyżością koni, ani siłą fizyczną, lecz cnotą. Pierwszy satrapa wymienił głośno uczynki, zdolne, jego zdaniem, zjednać tym którzy je spełnili nieoszacowaną nagrodę. Nie wspomniał nawet o wielkości duszy, z jaką Zadig oddał zawistnemu wrogowi całe jego mienie: to nie był uczynek, któryby miał prawo zabiegać się o palmę w owym turnieju.
Przedstawił najpierw sędziego, który, przyprawiwszy przez pomyłkę — bez własnej winy — pewnego obywatela o stratę znacznego procesu, oddał mu cały swój majątek, równy wartością temu co tamten postradał.
Ukazał następnie młodego człowieka, który, bez pamięci rozkochany w pięknej dziewczynie i mając ją poślubić, ustąpił jej przyjacielowi, blizkiemu zgonu z miłości dla niej; ustępując zaś narzeczonej, wyposażył ją jeszcze.
Wreszcie, ukazał żołnierza, który, w czasie wojny Hirkańskiej, złożył dowód jeszcze większej szlachetności. Żołdacy nieprzyjacielscy chcieli mu porwać kochankę, on bronił jej z całą zajadłością: wtem, doniesiono mu, że inni Hirkańczycy, o kilka kroków dalej, uprowadzili jego matkę. Opuścił, płacząc, kochankę, i pobiegł oswobodzić matkę: wrócił następnie ku przedmiotowi swej miłości i znalazł go bez życia. Chciał się zabić; matka przedstawiła mu iż