Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sięgła umrzeć. Wieczorem, Kador poprosił o pozwolenie odwiedzenia jej: płakali oboje. Nazajutrz, płakali mniej i spożyli obiad razem. Kador zwierzył się, iż zmarły przyjaciel zostawił mu znaczną część majątku; poczem dał do zrozumienia młodej wdowie, iż byłoby dlań największem szczęściem podzielić z nią swój dostatek. Dama płakała, pogniewała się, zmiękła; wieczerza przeciągnęła się dłużej niż obiad, rozmowa toczyła się poufniej; Azora wysławiała zmarłego, ale przyznała iż miał wady od których Kador jest wolny.

W połowie wieczerzy, Kador zaczął się skarżyć na gwałtowny ból śledziony; dama, niespokojna i troskliwa, kazała przynieść wszystkie swoje esencye i pachnidła, aby spróbować czy które z nich nie okaże się skuteczne na ból śledziony; żałowała bardzo, że niema w Babilonie wielkiego Hermesa; raczyła nawet dotknąć boku, w którym Kador doświadczał tak żywych boleści. „Często pana nawiedza to okrutne cierpienie? spytała ze współczuciem. — Niekiedy przywodzi mnie niemal do grobu, odparł Kador, a istnieje tylko jedno lekarstwo zdolne je uśmierzyć: mianowicie przyłożyć na chory bok nos świeżo zmarłego człowieka. W istocie, dziwne lekarstwo, rzekła Azora. — Nie dziwniejsze, odparł, niż woreczki imćpana Arnoult[1] przeciw apopleksyi“. Ar-

  1. Żył w owym czasie babilończyk, imieniem Arnoult, który leczył i odwracał wszelkie udary (tak przynajmniej obwieszczał w gazetach) zapomocą woreczka zawieszonego na szyi. (Przypisek Woltera.)