Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wraz z koroną, a zowąc piewców i lud wsioski,
Osiadł w lasach, wśród winem skalanych włóczęgów…
Tego też, co wyprzedał się z niw, domu, łęgów
I po lądach i wyspach lat wiele się szastał,
Aż pośród łez i śmiechu wkońcu kędyś zastał
Kobietę, której była uroda tak wielka,
Że w świetle skradzionego jej włosów pukielka
Młócono nocą zboże... Ja też onej doby
Czekam, gdy wichr powieje miłości i złoby.
Kiedy gwiazdy na niebie — czy prędzej czy później —
Rozwieją się i zgasną, jako iskry w kuźni?...
Może czas twój już nadszedł, twój wicher dmie w świecie
Zdala, Tajemnej Róży nieskalany kwiecie?