Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


smutku, to niejednego człeka wybawiłem ze zgryzot mocą czarowną, która jest w mych pieśniach, podobnie jak bywała w utworach wieszczów dawniejszych ode mnie, odkąd istnieje nasz świat. A kiedyś będę siedział na wieki wieków w pięknej krainie zaświatowej i gwarzył z innymi pieśniarzami.
Dziewczyna zaprzestała beków i ozwała się:
— Owenie Hanrahanie, słychiwałam ci ja nieraz o waszych strapieniach i prześladowaniach tudzież, że zaznaliście wszystkich dolegliwości ziemskich od czasu, gdyście wzgardzili miłością królewny ze Slieve Echtge; nigdyć ona was odtąd nic pozostawiła w spokoju. Lecz, o ile na ziemi nie brak ludzi, co wyrządzili wam przykrość, to i wy ze swej strony też umiecie zalać im sadła za skórę. A teraz czy uczynisz mi to, o co cię poproszę, Owenie Hanrahanie?
— Uczynię, jak mię tu widzisz! — odpowiedział.
— Ojciec mój, matuś i bracia — jęła wyłuszczać — chcą mnie wydać za starego Paddy Doe, ponieważ dzierżawi on pod górką sto włók gruntu. Tybyś jednak mógł, Hanrahanie, umieścić go w swych śpiewkach, podobnie jakeś to uczynił ze starym Piotrem Kilmartinem jeszcze za młodych lat; niech mu ta zgryzota nie daje spokoju ani przy rannem wstawaniu, czy przed pójściem

41