Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— On był słaby, był słaby, nie ma odwagi!
I czuł, że w ręku dzierży jeszcze pokrętki powrósła i zaczął je wić dalej, a gdy je snuł, zdawało mu się, że w niem są zawarte wszystkie bóle całego świata. Następnie zaś wydało mu się, że powrósło w jego rojeniach przemieniło się w wielkiego węża wodnego, który wynurzył się z morza 1 oplatał się wokoło niego i stawał się coraz to większy i większy, aż spowił całą ziemię i niebo, a gwiazdy stały się jeno połyskiem jego łuszczatej skóry. Potem wyzwolił się z jego skrętów i poszedł, trzęsąc się i słaniając, wzdłuż krawędzi wybrzeża, a szare majaki kołowały ponad nim tędy i owędy. I oto co powiadały:
— Biada mu, że gardzi wezwaniem cór Sidhe, gdyż nie znajdzie szczęścia w miłości niewiast ziemskich aż do końca życia i wszechczasu, a chłód mogiły na wiek wieków w jego sercu! Wybrał śmierć: niech więc umrze, niech umrze, niech umrze!

∗             ∗