Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„jako wesołe ryby na fali, gdy księżyc spija nocną rosę“. Dostrzegłem też wielu poetów i prozaików z różnych czasów, ale jedynie tych, którzy byli nieco zmożeni życiem (a tak przecie bywało wszędzie z największymi) i rzucali nam swą imaginację, jako coś, czego już nie potrzebowali, podążając wzwyż w swych ognistych rydwanach.
Wtem posłyszałem stukanie do drzwi; weszła jakaś kobieta i podała na stół odrobinę owoców. Domyślałem się, że musiała być kiedyś piękna; obecnie jednak miała policzki zapadnięte, tak iż, gdybym ją ujrzał gdzieindziej, mógłbym ją posądzać o podniety zmysłowe i żądzę rozkoszy, zamiast, jak to było niewątpliwie, o podniety wyobraźni i żądzę piękna. Zadałem jej kilka pytań, dotyczących obrzędu, lecz nie otrzymawszy innej odpowiedzi nad potrząśnienie głowy, przekonałem się, że wtajemniczenia winienem oczekiwać w milczeniu. Gdym skończył jedzenie, powróciła znowu, a położywszy na stole dziwacznie rzeźbione pudełko bronzowe, zapaliła świece i sprzątnęła talerze i ogryzki. Ledwo znalazłem się sam jeden, podszedłem do pudełka i ujrzałem na pokrywce i po bokach wyrzeźbione pawie Hery, które roztaczały tęczowe ogony na tle, usianem gwiazdami jakgdyby chciały zaznaczyć, że niebiosa są częścią ich świetności. W skrzynce spoczywała

208