Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zaś Costello zatknął każdemu za pas starą krócicę i ugaszczał ich przez noc całą, częstując piwem hiszpańskiem i każąc strzelać do białej rzepy, którą przybił kołeczkiem do ściany. Dudarz Duallach siedział na ławie koło komina, grając na swej starej kobzie „Zielony pęczek sitowia“, „Rzekę Unchion“ i „Książąt Breffery“ i gderząc raz na postawę strzelców, to znowu na ich niezręczne strzelanie, a wreszcie i na Costella, którego nie stać było na lepszych pachołków. Parobek, półgłówek, dzierżawca i chłopcy już nawykli do zrzędzenia Duallacha, gdyż było ono nieodłączne od każdego wesela, czy odpustu, zarówno jak pokwikiwanie jego kobzy, lecz dziwili się pobłażliwości Costella, który rzadko bywał na weselach i odpustach, jakgdyby nie mógł znosić cierpliwie gderliwego dudarza.
Nazajutrz wieczorem wyprawili się do Cool-a-vin; Costello jechał na niezgorszym koniu i dźwigał miecz, inni zasię człapali na kudłatych chabetach, dzierżąc pod pachą tęgie palice. Gdy jechali przez moczary i przez wądoły, widzieli sobótki za sobótkami od wzgórza do wzgórza, od widnokręgu do widnokręgu, a wszędy przy nich gromadki, które tańczyły w czerwonej oświetli płomienia torfowego, uświetniającego gody życia i ognia. Gdy zajechali przed dom Der-