Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


motta, ujrzeli u wnijścia niezwykle rojną gromadę ludzi bardzo biednych, pląsających wkrąg ogniska, pośrodku którego znajdowało się płonące koło od wozu; zataczali ów okrężny korowód, który jest tak stary, że bogowie, co oddawna skarleli i stali się jeno skrzatami, nie tańczą innych pląsów na swych uroczyskach. Przez drzwi i podłużne strzelnice z obu stron dochodził przyćmiony blask świec oraz odgłos wielu stóp, sunących w tańcu, przyniesionym przez Elżbietę i Jakóba.
Przywiązali konie do krzaków, gdyż wielka ilość koni tak uwiązanych świadczyła, że stajnie są zapełnione; przecisnęli się przez tłum wieśniaków, stojący w drzwiach, i wkroczyli do wielkiej komnaty, gdzie odbywały się pląsy. Parobek, półgłówek, dzierżawca i dwaj chłopcy wmieszali się w gromadkę służby, przyglądającą się zabawie z wnęki, a Duallach siadł na ławie pospołu z drugimi kobeźnikami, natomiast Costello utorował sobie drogę wśród ciżby taneczników do miejsca, gdzie stał Dermott z Owczego wraz z Namarą z nad Jeziora, nalewając sobie piwo z porcelanowego dzbana w rogowe kubki o srebrnych okuciach.
— Tumausie Costello, — rzekł starzec, — spełniłeś dobry uczynek, żeś zapomniał o tem,

161