Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kocha, wtedy wypije w twe ręce, Tumausie Costello, wyjawiając wszystkim, kogo kocha i jak mało szczęścia będzie w jej małżeństwie. Ja ze swej strony radzę ci wziąć ze sobą tęgich chwatów, bom ci ja widział na własne oczy koniokradów, wywijających w powietrzu „błękitne hołubce“...
I wyciągnął do Costella próżny już kubek, który zaciskał mocno w garści, niby w szponach ptasich i krzyknął:
— Napełnij mi znów kubek, bo radbym, żeby nastał taki dzień, w którymby wszystka woda na całym świecie wyschła i mogła się zmieścić w skorupce ślimaczka-grzebielucha, a sam żebym mógł chlać jeno piwo!
Widząc, że Costello nie odpowiadał, lecz siedział w zamyśleniu, wybuchnął:
— Nalej mi kubek, powiadam ci, gdyż żaden Costello nie jest tak możny w świecie, żeby nie musiał czekać na Daly’ego, nawet chociaż Daly włóczył się z dudami po drogach, a Costello ma goły pagórek, pusty dom, jednego konia, kierdel kóz i kilka krówek.
— Świeć bakę swojemi Daly’ami, gdy ci się tak podoba, — rzecze Costello, nalawszy kubek, — bo przyniosłeś mi przychylne słowo od mej kochanki.

158