Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


lata i jeden po drugim z mych druhów ginął to w Ziemi Świętej, to wojując przeciwko złym książętom ziemskim, to oczyszczając drogi z łotrzyków; pośród nich zmarł i rycerz z Palestyny, a nakoniec jam pozostał sam jeden. Walczyłem w każdej sprawie, gdzie garstka stawiała czoło liczebnej przewadze; włosy mi posiwiały i ogarnął mnie lęk ogromny, bym nie zginął w niełasce u Boga. Wkońcu przedsię, słysząc, że ta wyspa na zachodzie więcej doznawa wojen i grabieży niżeli inne kraje, przybyłem tutaj i znalazłem, czegom żądał... a oto patrz! przejęty jestem ogromną radością...
Zaczął nucić pieśń łacińską, a im dłużej śpiewał, tem słabszy i cichszy stawał się głos jego. Wtem zwarły mu powieki i wargi półotwarte znieruchomiały; chłopiec poznał, że rycerz nie żyje.
— Opowiedział-ci mi ładną baję, — rzekł, — bo było tam i o bitkach, ale po prawdzie tom ta wiela z tego nie rozumiał; a łeb trzebaby mieć mocny, żeby spamiętać tylachną opowieść!
I wziąwszy miecz rycerza, począł kopać grób w miękkiej glinie. Kopanie szło mu niesporo, to też ledwo uporał się z robotą, gdy blada po-