Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niczką i krzewicielką kultury łacińskiej; wszak mnichom celtyckim z zielonego Erinu zawdzięczamy przechowanie wielu arcydzieł literatury starożytnej, które inaczej zginęłyby bezpowrotnie. Pełne snów i księżycowego blasku dzieła zromanizowanego Celta Wirgiljusza do dziś dnia nie straciły tam wzięcia — jeszcze bakałarz wiejski, Hanrahan Rudy, odczytuje je prostym wieśniakom i swawolnym chłopiętom. Ale i lud ten prosty, celtycki, tworzył też rodzimą, oryginalną poezję. Kędyś tam dawno, w głuszy wieków średnich, zanim jeszcze w celtyckiej Bretonji powstały podania o królu Arturze, w Irlandji bardowie opiewali króla Aedha, czy walkę między legendarnemi plemionami Tuatha de Donaan i Fomori, później zaś wojnę między prowincjami Ulster i Connaught (Tain Bo Cualngi), czy podania o królu Finnie i Osjanie. Obok tych pieśni krążyły też podania „Echtry“ o podziemnem królestwie wróżek; wyobraźnia ludowa całą wyspę napełniała zjawami nadprzyrodzonemi, zwanemi Sidhe. Pieśni te i opowiadania zachowały się dzięki uczonym bajarzom — filidom; obok nich ogromną rolę odegrali i mnisi, którzy te legendy pogańskie przepisywali wraz z chrześcijańskiemi. Legendy otoczyły zwłaszcza postać apostoła Irlandji, ś. Patryka (372 do 464); jedna z tych legend, opowiadająca o zwiedzaniu świata zaziemskiego, miała podobno wpłynąć

XI