Strona:William Shakespeare - Sonety.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


CXVI.

Spójnie serc wiernych nie znają przeszkody;
Nie jest już miłość miłością, jeżeli,
Widząc przemianę, chce z nią iść w zawody,
Jeśli z burzącym chęć burzenia dzieli:
Miłość jest wieżą, której nic nie szkodzi —
Nie wstrząśnie wichr nią żaden u wybrzeży;
Gwiazdą przewodnią dla zbłąkanej łodzi —
Sternik wysokość, nie jej wartość mierzy.
Nie błaznem Czasu jest miłość, choć po nią,
Po róże lic jej, sięga jego kosa.
Niech sobie chwile i tygodnie gonią,
To trwa, aż grób li zgotują niebiosa.
Jeśli to myłka, nie pisałbym przecie
I chyba nikt tu nie kochał na świecie.




CXVII.

Racz-że mnie łajać za to skąpstwo marne
W tem, com ci winien za twoje przysługi;
Że się do twojej miłości nie garnę,
Z którą mnie łączył dzień jeden i drugi;
Że na łup czerni rzuciła rozrzutna
Dłoń ma twe prawa tak drogo kupione,
Żem na wsze wiatry rozpinał swe płótna,
By w jaknajdalszą przeniosły mnie stronę.
Spisuj me błędy, notuj samowolę,
Syp dowodami choćby najrzęśiściej,
Kieruj przeciwko mnie swój gniew na czole,
Tylko swej żywej szczędź mi nienawiści.
Wszystkom to czynił, me kochanie lube,
Aby twą wierność wystawić na próbę,