Strona:Wiktor Hugo - Katedra Notre-Dame w Paryżu T.II.djvu/467

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.




II.
La creatura bella bianco vestita. (Dante)

Gdy Quasimodo ujrzał, że celka była pusta, że cyganki w niej nie było, że ją pochwycono, podczas kiedy ją bronił, jął obiegać kościół cały, szukając cyganki, zapełniając krzykami dziwnemi wszystkie kąty i zagłębienia murów, siejąc rude swe włosy po kamiennej posadzce. Był to właśnie moment, gdy łucznicy królewscy weszli do katedry Najświętszej Panny w pogoni za cyganką. Quasimodo pomagał im bezwiednie, garbusek biedny! w fatalnych ich zamiarach, mniemał, że nieprzyjaciółmi cyganki, hołotnicy byli. Sam oprowadzał Tristana Hermitę po wszystkich możebnych kryjówkach, otwierał przed nimi drzwiczki tajemne, podwójne ścianki ołtarzów, zakrystje tylne. Gdyby nieszczęśliwa znajdowała się tu jeszcze, on byłby ją wydał. Daremne poszukiwania znużyły w końcu Tristana, który się nie lada czem nużył. Quasimodo jednak przetrząsał dalej. Samiec który połowicę swą stracił nie byłby ani obłąkanym, ani rozhukanym więcej. Nareszcie skoro już był pewnym, że jej tu nie