Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

muła przeciw ukąszeniu wściekłych psów. Mistrzu Charmolue! jesteś waszmość prokuratorem królewskim w izbie duchownéj: pargamin to ohydny.
— Weźmiemy znów więźnia na pytałki. Oto — dodał mistrz Jakób, sięgając ponownie do worka — cośmy również znaleźli u Marka Cenaine.
Było to naczynie z rodzaju tych, jakiemi zastawiony był piec księdza Klaudyusza.
— A! — zawołał archidyakon — tygiel alchemiczny,
— Przyznam się — wtrącił mistrz Jakób ze swoim uśmiechem krzywym a nieśmiałym — przyznam się, żem sobie pozwolił tego tygla spróbować na własnym piecu, ale nie nie wskórałem.
Archidyakon jął oglądać naczynie.
— Cóż to wyrył tu, na tym swoim tyglu? Och! och! zaklęcie, którém się pchły odpędza! Ow wasz Marek Cenaine jest nieukiem! No, jużci, że z tém złota nie zrobisz! To się chyba przydać może do twój sypialni w lecie, nie więcéj.
— Ponieważ mowa o błędach — rzekł prokurator królewski — pozwolę sobie, mistrzu, zadać ci przy téj okoliczności jedno pytanie. Idąc tutaj, przypatrywałem się dolnym oddrzwiom Kościoła; Wielebność wasza azaliż jest pewną, że początek spraw fizycznych upostaciowan tu od strony Szpitala-Głównego, i że z siedmiu figur nagich, znajdujących się u stóp Najświętszéj Panny, ta co ma skrzydła u pięt, wyobraża Merkurego?
— Tak jest — odpowiedział ksiądz — świadectwo o tém zapisane jest w dziełach Augustyna Nypho, sławnego zakonnika italskiego, co to miał brodatego djabełka, od którego wiédział wszystko o czém tylko zamarzył. Zresztą zejdziemy wnet razem na dół i wytłómaczę to waszmości na tekscie.
— Dziękuję pokornie, mój mistrzu — rzekł Charmolue, kłaniając się do saméj ziemi... Ale, ale, byłbym zapomniał. Kiedyż się podoba Wielebności waszéj dać rozkaz przytrzymania czarodziejki?
— Jakiéj czarodziejki?
— A téj, cyganki, wiesz mistrzu dobrze, co to każdodziennie skakać przychodzi na place przedkatedralny, wbrew zakazowi oficyała. Posiada ona kozę opętaną przez złego ducha, z czarciemi rogami, która czyta, pisze i zna rachunek jak sam Picatrix. Cygaństwo całe możnaby za nią jedną wywieszać. Do procesu wszystko już gotowe. Żywo się doń zabierzemy, o to można być spokojnym! Bo téż, na moją duszę, ładneż to stworzonko, ładne, ta tancerka uliczna! Najcudniejsze czarne oczy! dwa karbunkuły egipskie! Kiedyż rozpoczniemy?
Archidyakon był niezmiernie blady.