Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Archidyakon nie powstał nawet na przyjęcie gościa. Dał mu znak, by usiadł na stojącym przy drzwiach stołku, i po kilku chwilach milczenia, które zdawały się być dalszym ciągiem poprzednich rozmyślań, rzekł do niego tonem opiekuńczym:
— Dzień dobry, mistrzu Jakóbie.
— Do stóp się ścielę, mistrzu — odpowiedział człowiek w czerni.
Między dwoma sposobami, jakiemi zostały wymówione, z jednéj strony to: mistrzu Jakóbie, z drugiéj wprost i stanowczo: mistrzu, była różnica dzieląca jaśnie wielmożnego od pana, domine od domne. Uczony widocznie przyjmował tu ucznia.
— Cóż! — odezwał się nowym zwrotem archidyakon po paru minutach milczenia, którego mistrz Jakób nie śmiał przerywać — jakże ci się udaje?
— Niestety, mistrzu mój — odrzekł zapytany ze smutnym uśmiechem — dmucham wciąż. Popiołu ile chcę; ale złota ani źdźbła.
Dom Klaudyusz poruszył się niecierpliwie.
— Nie o tém mówię, panie Jakóbie Charmolue, mówię o procesie waszego czarnoksiężnika. Jak się nazywa? Marek Cenaine? klucznik Izby obrachunkowéj? Czy przyznaje się do czarnoksięztwa? Czy badanie poskutkowało?
— Gdzie tam, nie — odpowiedział mistrz Jakób, smutnie się po zwyczaju uśmiechając — nie mamy téj pociechy. Ten człowiek to kamień; prędzéj da się ugotować na Prosięcym Rynku, niźli co powie. Używamy wszakże wszelkich środków, aby dojść do prawdy; cały już pokiereszowany, nie szczędzimy świętojańskich ziół, jak powiada Plautus:

Advorsum stimulos, laminas, cruces, compedesque,
Nervos, catenas, carceres, numellas, pedicas, boia.

Nie nie pomaga; straszny to człowiek. Nie wiem już co i począć.
— Nie znaleźliście nic nowego w jego domu?
— Owszem — odparł Jakób szukając w swoim worku; — znaleźliśmy ten oto pargamin. Są na nim wyrazy, których nie rozumiemy. A wszakże pan referendarz spraw kryminalnych, Filip Lheulier, zna się trochę na hebrajskim, poduczywszy się go w czasie procesu żydów z ulicy Kantersten w Brukselli.
To mówiąc, mistrz Jakób rozwinął pargamin.
— Dajcie-no — rzekł archidyakon, a rzuciwszy okiem na pismo: — Najczystsze czarnoksięztwo, mistrzu Jakóbie! zawołał. — Emen hetan! to krzyk wiedźm, gdy się zbierają na naradę. Per ipsum, et cum ipso, et in ipso! zaklęcie to służy do zakucia w kajdanki djabła wracającego do piekieł. Hax, pac, max! to, to już należy do medycyny. For-