Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

ściaste i kwieciste, ani fantastycznie łamanych a potwornych ryn, ani śladu rzeźb bądź na drzewie, bądź na kamieniu.
Trzeba się było zadowolić temi czterema murowanemi ścianami i lichą gołą szubienicą z kamienia, wznoszącą się obok.
Ten widok nie zachwyciłby wcale miłośników budownictwa gotyckiego. Prawda, że poczciwi średniowieczni gapie nie grzeszyli bynajmniéj ciekawością względem pomników, i że piękność pręgierza bardzo mało ich obchodziła.
Pacyent przybył nareszcie przywiązany do tyłu wozu, a gdy go wniesiono na pomost, gdy ze wszystkich punktów placu ujrzano go skrępowanego powrozami i pasami na kole pręgierza, okropny okrzyk zmięszany ze śmiechem rozległ się na placu. Poznano Quasimoda.
Był to rzeczywiście Quasimodo. Dziwny obrót rzeczy! karany na tém samém miejscu, gdzie dzień przedtém był witany i ogłoszony panem i władzcą łajdactwa; w orszaku księcia Egiptu, króla Szałaszników i hercoga Galilei. To jednak pewna, że nikt w tym tłumie, on sam nawet, naprzemian tryumfator i ofiara, nie uczynił w myśli tego zestawienia. Brakowało w tém widowisku Gringoire’a i jego filozofii.
Wkrótce Michał Noiret, trębacz przysięgły króla Jegomości, nakazał milczenie motłochowi i ogłosił wyrok, stosownie do postanowienia i rozkazu kasztelana. Poczém usunął się nieco na stronę, za wóz, razem ze swoimi pomocnikami, ubranymi w opończe urzędowe.
Quasimodo, obojętny, brwi nawet nie zmarszczył. Wszelki opór uniemożebniono mu tém, co nazywano wówczas. w stylu kancelaryi kryminalnéj, gwałtownością i mocą węzłów; mówiąc prościéj powrozy i łańcuchy wchodziły mu zapewne w ciało. Odwieczna to zresztą tradycya więzienia i ciurmy, którą śród nas, narodu cywilizowanego, łagodnego i ludzkiego, kajdany starannie podziśdzień przechowują (galery i gilotyna w nawiasie).
Pozwolił się prowadzić, popychać, nieść, windować, wiązać i zawiązywać powtórnie. Na jego twarzy nie można było wyczytać nic, prócz zdumienia człowieka dzikiego lub idyoty. Wiedziano, że głuchy; teraz rzekłby kto jeszcze że ślepy.
Kazano mu uklęknąć na okrągłéj desce; ukląkł, Obnażono go aż do pasa: nie sprzeciwiał się wcale. Okręcono go nową siecią powrozów i pasów; pozwolił i na to. Tylko od czasu do czasu rzęził głośno, jak cielę, którego zwieszona głowa bije się o brzeg rzeźniczego wozu.
— Bałwan — rzekł Jehan Frollo du Moulin do swego przyjaciela Robka Poussepain (gdyż dwaj wszechniczniki, jak się i należało