Strona:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Ukazała się straszliwa twarz pustelnicy, przyparta do kraty otworu.
— O! o! — wykrzyknęła z okropnym śmiechem — cyganka mię woła!
Téj-że atoli chwili, sceną odbywająca się u pręgierza, ścięła jéj wzrok obłąkany. Czoło nieszczęśliwéj zfałdowało się, pod wpływem przerażenia i głosem podobnym do ryku zawołała:
— To jeszcze ty, córko Egiptu! to ty mię wołasz, złodziejko dzieci! A więc przeklętą bądź, przeklętą! przeklętą!

IV.Łza za kroplę wody.

Ostatnie słowa worecznicy były niejako łącznikiem dwóch scen, które rozwijały się dotychczas jednocześnie, każda na właściwéj sobie widowni: jedna, ta którąśmy opisali, w Szczurzéj-Jamie; druga, ta którą mamy opisać, na stopniach pręgierza. Świadkami pierwszéj były tylko trzy kobiety, z któremi czytelnika zaznajomiliśmy; druga miała za świadków całą publiczność, jaką widzieliśmy wyżéj gromadzącą się na placu Tracenia w około pręgierza i szubienicy.
Tłum, któremu czteréj żołnierze, stojący od dziewiątéj godziny z rana przy czterech rogach pręgierza, obiecali niewielką egzekucyjkę, nie wieszanie, chowaj Boże, ale ot tak sobie, proste biczowanie, obcięcie uszu lub coś podobnego, — tłum ten wzrósł tak prędko, że ściśnięci ze wszystkich stron żołnierze już kilka razy zmuszeni byli ją „ścisnąć* (jak się wówczas już mówiło), za pomocą supełkowców i kopnięć końskich.
Motłoch, wyćwiczony w oczekiwaniu na publiczne egzekucye, nie objawiał zbyt wielkiéj niecierpliwości. Oglądanie pręgierza, maszyny bardzo prostéj, składającéj się z murowanego czworoboku wysokości dziesięciu stóp, wewnątrz pustego, służyło mu za rozrywkę. Kamienne, strome wschody, zwane drabinką, prowadziły na pomost, na którym znajdowało się koło z drzewa dębowego umieszczone poziomo. Skazanego przywiązywano do tego koła w postawie klęczącéj, ze związanemi na tył rękami. Słup wprawiony w ruch za pomocą kołowrotu, znajdującego się wewnątrz czworoboku, obracał kołem, które w taki sposób, utrzymywane zawsze w kierunku poziomym, przedstawiało kolejno twarz skazanego wszystkim stronom placu; to właśnie nazywano „kręceniem“ przestępcy.
Jak czytelnik widzi, pręgierz placu-Tracenia był daleko mniéj zajmującym, niż pręgierz Targowiska. Ani cienia sztuki budowniczéj, Nie pomnikowego. Ani żelaznego krzyża, ani ośmiograniastéj latarni, ani lekkich wieżyczek wykwitających na brzegu dachu w kapitele li-