Strona:Wiktor Gomulicki - Kolorowe obrazki.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przystanęła przed kamiennym nagrobkiem. Smutne westchnienie wybiegło z jej piersi, klęknęła, i pochyliwszy głowę, złożyła ręce do modlitwy.
W tej chwili księżyc wynurzył się z za lasu i tajemniczem światłem oblał cmentarz — na grobowym kamieniu błysnęły złocone głoski i pod zwykłym napisem można było wyczytać:

....„Umarła z żalu po córce.”

— Boże! jęknęła kobieta — tyś świadkiem, żem jaj niewinna... Bolesne łkania wstrząsnęły nią — osunęła się na ziemię i płomiennemi usty zaczęła całować zimny marmur.
Wtem puszczyk zajęczał złowrogo — bladą twarz księżyca zasunęła chmura, cień oblał wszystko. — Gdzieś z pod ziemi wyrwał się wiatr chłodny i wionął po cmentarzu, a wkradłszy się między suche trawy, zagrał jakimś dziwnym, krew mrożącym akordem.... Błędne ogniki poczęły na grobach swój taniec Makabra — hukanie puszczyka nie ustawało...
Twarz nieznajomej zrobiła się trupio-biała, chciała powstać — nie mogła; chciała krzyknąć — lecz z drżących ust wybiegł tylko cichy szept:
— Aneto!...
— Aneto!... odszepnęło echo.
I cisza zaległa do koła....

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

O północy zerwała się szalona burza.
Łoskot grzmotów przerwał sen twardy pocztyljona — zeskoczył on szybko z kozła i przybiegł do powozu, w którym oparta na miękkich poduszkach