Strona:Wiktor Gomulicki - Kolorowe obrazki.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nych nadpłynęły z zachodu i mrocznym całunem zakrywszy „jasne dnia oko” ryknęły szaloną burzą, lunęły potokami deszczu — wtedy Nina, z rozwianemi na wiatr włosami i płomiennym wzrokiem, wsłuchiwała się w gwar burzy, chwytała uchem wściekły łoskot gromów, goniła okiem za ognistą wstęgą piorunu i migotliwem światłem błyskawic... Drugim stygmatem jej duchowej organizacji była chęć błyszczenia... Lubiła przyglądać się w lusterku przez długie chwile swej twarzyczce, przeplatając czarniejsze od hebanu włosy kwieciem i wstążkami; lubiła się ładnie i bogato ubierać — wszystko to jednak w najniewinniejszej pod słońcem myśli. Młodzi mówili, że ma serce „kamienne” — a dla otaczających ją była „niepojęta.”
Z latami, charakter Niny przybierał coraz dziwniejsze rysy. Kiedy stary kasztan, zasadzony ręką nieboszczyka ojca przy jej urodzeniu, po raz szesnasty oblókł płaszcz ciemnej zieleni i na wiatr rozsypał białe kwiaty — ogniste jej oczy pokryła mgła wilgotna, a na całej twarzy rozlał się posępny cień tęsknoty..... I nie raz, bez przyczyny, — wsparłszy twarz na dłoni, rzewnie płakała i nie raz, gdy księżyc srebrem potrząsł drzewa ogrodu, błąkała się między niemi, nucąc jaką dziką, stepową piosenkę....
Było to szamotanie się duszy, która przyszedłszy do samopoznania, rwała się do lotu....
Jednej nocy Nina zniknęła!
W Kalince o tym wypadku różnie gadano — nie brakło domysłów najdziwaczniejszych...