Strona:Wiktor Gomulicki - Kolorowe obrazki.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


lazł sposobność ucieczki, a błąkając się po ulicach, spotkał karawan wiozący ciało jego pierwszéj kochanki... reszta wiadoma.
Rodzice nie mogli przenieść ucieczki swojéj najmilszéj szczebiotki, długo błąkali się po ścianach pustego domku, przypominając ją sobie na każdym kroku. Długo polewali łzami więdnące kwiatki w ogródku, wreszcie boleść złamała ich... W maju tegoż roku słowik smutną piosnkę na świeżym grobie matki zanucił, a w parę tygodni potém, żółtym piaskiem i ojcu oczy zasypali... Świat cisnął kamieniem na Zosię — kamień trafił ją w serce, i zabił.