Strona:Wiktor Gomulicki - Kolorowe obrazki.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a upragniony gość zawitał, Marysi, teraźniejszej „pani Janowej“ urodził się synek. Uciechy było co niemiara, widocznie błogosławieństwo Boże napełniło ściany niskiej chałupki. A w tym samym czasie, kiedy młoda matka oblewała nowonarodzone dziecię łzami radości — innemi łzami w złoconym pałacu płakała blada i mizerna hrabianka. Bawiła ona już od miesiąca u rodziców, bo mąż jej na szaloną rozpustę stracił całe mienie, a chcąc się pozbyć nienawistnej, bo stojącej mu przed oczyma, niby skarga milcząca żony, rozpoczął z nią sprawę rozwodową.
Złamana boleścią młoda kobieta, siedziała w fotelu oparta bezsilnie o poręcz; oczy zakryła chusteczką i co chwila wybuchała spazmatycznem łkaniem.
Matka stała przy niej z flakonem orzeźwiających perfum i koiła cierpienia pękającego z bólu serca, francuzkiemi, z Jana Jakóba czerpanemi frazesami. Widząc jednak, że środki jej niewielki skutek odnoszą, wyszła mrucząc: Capricieuse efant!...
Po jej odejściu, płacząca odjęła chustkę i podniosła duże, łzami zwilgocone oczy, na obraz ukrzyżowanego Zbawcy świata. Wpatrywała się długo w siną mękami przedśmiertnych konwulsji twarz Jego i powoli z czoła jej znikał wyraz wewnętrznej burzy, a zastępowała go cicha rezygnacja. Złożyła błagalnie ręce i ustami poruszyła, szepcząc słowa modlitwy. Potem przystąpiła do okna,